Wernisaż wystawy „Przemijanie i Trwanie” Małgorzaty Pawłowskiej

14 lipca 2026 roku odbyło się uroczyste otwarcie wystawy fotografii Małgorzaty Pawłowskiej „Przemijanie i Trwanie”.

Od autorki:
Nazywam się Małgorzata Pawłowska.
Moją pasją i zainteresowaniem była zawsze przyroda.
Obserwowanie jej i fotografowanie.
Postanowiłam za namową bliskich i przyjaciół pokazać pierwszy raz publicznie moje fotografie w wystawie wybierając temat „Przemijanie I Trwanie”
Oglądających chciałam zabrać w „mój świat przyrody”, gdzie główną rolę grają osty, kamienie, woda i pióra, fascynujący taniec przemijania i trwania.
Starałam się zamknąć te chwile w malarskich, często abstrakcyjnych kadrach.
Moje fotografie na tej wystawie nie krzyczą, są zaproszeniem do zatrzymania się ciszy i refleksji w ciszy.

Fotografując odchodzę od czystej dokumentacji na rzecz odrealnionej rzeczywistości w formie graficznej i malarskiej.

Zapraszam do obejrzenia moich prac w Galerii Restauracji LA HABANA.UL 8 Maja 86 Wrocław

Fot. Mirosław Łanowiecki

Czy to ma sens – Walimex Pro 1.4/85 mm?

Jakiś czas temu, powodowany nie do końca kontrolowanym kaprysem, kupiłem na e-Bayu pełnoklatkowy obiektyw Walimex Pro 1.4/85 mm (rebrandowany na rynek USA Samyang 85 f1.4). Wersja dla Pentaksa, stałoogniskowa manualka.
Kaprys może nie do końca pozbawiony podstaw – modele 1.4/85 mm są rekomendowane do portretów. Czasami wykonuję portrety, to może taki obiektyw zmobilizuje mnie do większej aktywności w tego typu fotografii. Obiektyw w rozsądnej cenie, więc ryzyko też rozsądne.
Gdy obiektyw dotarł, zapiąłem go do Pentaksa K-1 i zrobiłem kilka zdjęć, w tym w parku. Tak aby zobaczyć jak to działa. Jako że obiektyw bardzo jasny, fotografowałem przy pełnej przesłonie, aby zobaczyć jaką daje głębię i bokeh.
Od razu pojawił się problem z ostrzeniem, minimalna głębia ostrości powoduje, że nie jest łatwo utrafiś z ostrością tam, gdzie by się chciało, Druga sprawa – fotografia dynamiczna, Nawet jeśli ta dynamika jest minimalna – powoli poruszające się obiekty, gałązka poruszająca się na wietrze, ptaki itp. praktycznie di do uchwycenia ostro. Pamiętajmy, że to obiektyw manualny…

Trochę zniechęcony odstawiłem go, planując użyć do tego, do czego jest dedykowany czyli portretów. Ale jakoś nie było okazji i trochę o nim zapomniałem.

Przypomniałem sobie onim teraz, wybierając się do wrocławskiego Ogrodu Botanicznego. Akurat czas kwitnienia, kwiaty to prawie obiekty portretowe, raczej nieruchome jeśli nie ma wiatru – zobaczymy co z tego wyjdzie. Aby nie było łatwo i test był forsowny (w końcu chodzi o jasny obiektyw), zdjęcia robione przy pełnym otworze przesłony.

Tak więc pełnoklatkowy Pentax K-1, obiektyw Walimex Pro 1.4/85 mm, przesłona f1.4, czas tak dobrany, aby pracować z możliwie niskim ISO. Przy pięknej pogodzie dochodziło do 1/8000 s.

Jakie wyniki – jak dla mnie lekko rozczarowujące… Zacznijmy od manualnego ustawiania ostrości. Jak wcześniej pisałem, przy tej głębi. ostrości nie jest to łatwe i prawie żadne zdjęcie nie jest ostre tak jakbym chciał. Pojawiły się takie klatki, w których nic nie było ostre, co trochę zaskakuje.
Kolejna sprawa to bokeh – można oczekiwać jakiś ekscytujących efektów, ale jest raczej nudno. Poza tym pojawia się wyraźna aberracja chromatyczna na krawędziach. Jednym słowem, szału nie ma. Dla testu zrobiłem jedno czy dwa zdjęcia z przymkniętą przesłoną do f5 (ostatnie w galerii) i tutaj wyniki są całkiem dobre. Czyli należy zadać sobie pytanie, po co taka jasność, jeśli jest mało użyteczna. W galerii zamieściłem także cropy niektórych zdjęć. Wszystkie zdjęcia po dosyć forsownej obróbce w ON1 PHOTO RAW 2026.

Z drugiej strony, może trzeba więcej poćwiczyć, a poza tym użycie pełnego otworu musi być czymś uzasadnione. Myślę, że przy tych zdjęciach przesłona f2.8 także dobrze by się sprawiła. Może ktoś ma inne doświadczenia, a może jednak trzeba jeszcze spróbować z portretami…

Finisaż wystawy (nie)pocztówka z Japonii Andrzeja Małyszki

W dniu 1 sierpnia 2026 roku, w Galerii Kawowej La Habana odbył się finisaż wystawy fotografii Andrzeja Małyszki z jego wyjazdu do Japonii. Prezentowane zdjęcia z założenia nie pokazują najbardziej popularnych ujęć z Japonii, znanej z tysięcy pocztówek i zdjęć dostępnych w Internecie. Zamiast tego obrazy rodzajowe, fotografia uliczna. Wystawa prezentuje niewielki fragment materiału fotograficznego. Więcej można zobaczyć tutaj:
https://gallblogonim.blogspot.com/2015/01/japonia-miasta-v1.html
https://gallblogonim.blogspot.com/2015/01/japonia-miasta-v2.html
https://gallblogonim.blogspot.com/2015/01/japonia-miasta-v3.html
https://gallblogonim.blogspot.com/2014/04/japan-tour.html
https://gallblogonim.blogspot.com/2015/12/japan-tour-fushimi-inari-taisha.html
https://gallblogonim.blogspot.com/2015/11/miyajima-island-japan.html

Jednicześnie obchodziliśmy urodziny kuratora i właściciela Galerii Mirka Łanowieckiego. Dwie relacje z wydarzenia – Andrzeja Małyszki i Krzysztofa Mazura

Marsz Równości – czy to fotografia reportażowa?

W tym roku Marsz Równości we Wrocławiu odbył się 30 maja. Zgromadził około 10 tysięcy uczestników, atmosfera była świetna, a i pogoda dopisała.

Wykonałem sporo zdjęć. To ciekawy temat – kolorowi, otwarci ludzie manifestujący różnorodność i otwartość. I tak, przy okazji, nasuwa się pytanie, czy jest to fotografia reportażowa, czy jednak nie do końca…
Cechą fotografii reportażowej jest rejestracja świata takim, jakim fotograf go zastał, ze staraniem, by uchwycić moment, w którym treść, emocje i kompozycja łączą się w idealną całość.

Ale na wydarzeniach takich jak Marsz Równości osoby fotografowane często ustawiają się, przyjmują pozy i wykonują gesty specjalnie pod zdjęcie. Robią to na ogół spontanicznie, bez ingerencji czy sugestii fotografa. Pojawia się więc pytanie: czy to powoduje, że powstaje fotografia pozowana, czy wciąż reportażowa?

Ja sądzę, że jest to jak najbardziej fotografia reportażowa, dopóki fotograf nie ustawia bohaterów zdjęcia i nie sugeruje im, jak mają pozować. Zresztą na takich wydarzeniach są to zachowania naturalne i trudno jest mówić „nie pozujcie”, bo to byłoby głupie, a jednocześnie oznaczałoby właśnie ingerencję fotografa.

Wystawa „New York, New York…” – Galeria Kawowej La Habna

W Galerii Kawowej La Habana, 11 maja, otwarta została wystawa fotografii dwóch autorów, Krzysztofa Stefańskiego oraz Jerzego Krzysztofa Kosa, będąca plonem ich wyjazdu do Nowego Yorku. Tak opisują autorzy tę wyprawę:

Wystawa „New York, New York…”, prezentowana w „Galerii Kawowej La Habna” prowadzonej przez Mirosława Łanowieckiego oraz Marka Pieczonkę, jest plonem naszego kilkutygodniowego pobytu w tym mieście, na przełomie sierpnia i września 2025 r. Obaj jako historycy sztuki, zajmujący się architekturą XIX i XX w. przemierzaliśmy miasto – nie tylko Manhattan, ale i inne dzielnice: Brooklyn, Queens, Bronx – z aparatami fotograficznymi w ręku: pieszo, kilkanaście kilometrów dziennie, ale oczywiście również metrem, autobusami, statkiem oraz kolejką napowietrzną. Interesowała nas zarówno architektura wspaniałych drapaczy chmur i biurowców Dolnego i Środkowego Manhattanu, jak i brzydota tandetnej zabudowy wielu części miasta, czy też egzotyka dzielnicy chińskiej. Fascynowała nas również nowojorska ulica z tłumami przechodniów o różnym kolorze skóry i oryginalnymi postaciami na niej się pojawiającymi: narkomanami, bezdomnymi, ludźmi zaburzonymi psychicznie czy samozwańczymi kaznodziejami. Przedstawione na wystawie zdjęcia to tylko fragment bogatego dorobku z naszych nowojorskich peregrynacji – pozostajemy z nadzieją, że będą kolejne okazje, by przedstawić następne odsłony pejzaży tego fascynującego miasta oglądanego przez obiektywy naszych aparatów fotograficznych.

Krzysztof Stefański – absolwent Katedry Historii Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego. Od początku lat 80. pracownik naukowy łódzkich uczelni: Politechniki i Uniwersytetu, zajmujący się historią architektury XIX i XX w. Jako fotograf-amator dokumentuje zabytkowe budowle Polski i Europy, ze szczególnym uwzględnieniem Włoch.

Jerzy Krzysztof Kos – historyk sztuki, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. Badacz dziejów architektury XVIII i XIX w. (głównie śląskiej) fotograf-amator; interesuje się także historią fotografii.

Relacja z wernisażu

Nowy York na fotografiach autorów

Zofia Rydet. Nieskończoność dalekich dróg

W Galerii BWA w Jeleniej Górze, 15 maja odbył się wernisaż wystawy prac Zofii Rydet oraz spotkanie z Zofią Augustyńską-Martyniak z Fundacji im. Zofii Rydet oraz Andrzejem Pawełczykiem.

Z materiałów organizatora:
Na wystawie w BWA zobaczymy fotografie z trzech ważnych cykli Autorki
Nieskończoność dalekich dróg, Cisza przemijania, Świat uczuć i wyobraźni.

Zofia Rydet, urodziła się w 1911 r. w Stanisławowie na Kresach Wschodnich. Zmarła w 1997 r. w Gliwicach. W 1933 roku ukończyła Główną Szkołę Gospodarczą w Snopkowie pod Lwowem następnie pracowała w biurze Orbisu w Stanisławowie. Tam zastała ją wojna i kolejne okupacje: sowiecka, węgierska oraz niemiecka. Po wojnie i krótkim pobycie w Rabce osiedliła się w Bytomiu i prowadziła tam sklep papierniczo-zabawkarski.

W wieku 40 lat odżyła w niej młodzieńcza fascynacja fotografią. W 1954 roku wstąpiła do Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego. W 1961 roku już jako członkini ZPAF przeprowadziła się z Bytomia do Gliwic, gdzie od 1963 roku uczyła fotografii na Politechnice Gliwickiej. Jej przedsięwzięcia fotograficzne poświęcone były przede wszystkim człowiekowi: Świat uczuć i wyobraźni był cyklem surrealistycznych fotomontaży i kolaży a Czas przemijania związany był z tematem starości i samotności. Pod koniec lat 70. Zofia Rydet zaprezentowała konceptualny cykl Nieskończoność dalekich dróg. Prace Zofii Rydet znajdują się w najważniejszych zbiorach polskich, w tym: w Muzeum Narodowym we Wrocławiu w Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Śląskim w Katowicach Muzeum Fotografii w Krakowie, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, a także zagranicznych: m.in. w Museum of Modern Art w Nowym Jorku, Centre Georges Pompidou w Paryżu, Museum of Modern Art w Kioto i w National Museum of Photography, Film and Television w Bradford. Główna część jej dorobku artystycznego aktualnie znajduje się w depozycie Fundacji im. Zofii Rydet.

Zespół kuratorski: Maria Sokół-Augustyńska, Zofia Augustyńska-Martyniak, Joanna Mielech, Andrzej Pawełczyk.
[https://www.facebook.com/events/943700361620364/]

Trzeci dzień wyścigowy na Torze Partynice 10-05-2026 r.

Fotografowanie sportu to u mnie epizody. Ni, żebym nie interesował się, czy nie lubił. Ożeniwszy się wiele lat temu z Pentaksem, i będąc tej marce wciąż wierny, nie ma specjalnych ku takiej fotografii predyspozycji (chyba że mówimy o szachach). I mimo zapewnień fanów Pentaksa, że świetnie radzi sobie z dynamicznymi, szybkozmiennymi tematami, to na zawodach sportowych tej marki raczej nie widać. Canon, Nikon i może Sony…
Jednak od czasu do czasu, z ciekawości i dla frajdy, wybieram się na zawody sportowe z aparatem. Tak było tym razem, wyścigi konne – pęd i piękno zwierzęcia. Liczyłem także na trochę portretów w kapeluszach – to w końcu tradycja na wyścigach, ale nie tym razem. Muszę wybrać się na Ladis Day, kapelusze gwarantowane.
A co wyszło, to wyszło.

Prezentacje: Klaudyna Kaczurba

Klaudyna jest członkiem społeczności Dolnośląskiego Stowarzyszenia Artystów Fotografików i Twórców Audiowizualnych. Z pasjonatki fotografii, w ciągu kilku lat stała się dojrzałą, kreatywną fotografką. Jak do tego doszło, opowiada sama. Prezentujemy także małą galerię prac, pokazującą szerokie spektrum tematów i technik.

Fotografię traktuję jako sposób radzenia sobie z rzeczywistością. Nie przepadam za słowami — wolę wypowiadać się obrazem. Najbliższa jest mi skala szarości, która pozwala spojrzeć na świat z dystansu i innej perspektywy. Nie odcinam się jednak od koloru — lubię z nim eksperymentować, szczególnie w fotografii cyfrowej.

Podczas fotografowania kieruję się emocją chwili. Tworzę w różnych technikach, nieustannie szukam, uczę się i sprawdzam nowe rozwiązania. Fotografia jest dla mnie sposobem na zatrzymywanie ulotnych momentów, spotkań i wrażeń — a także formą spędzania wolnego czasu. Szczególnie fascynuje mnie światło — obserwuję, jak układa się na powierzchniach, wydobywa faktury i zmienia zwykłe sceny w coś nieoczywistego. To właśnie w tych subtelnych momentach odnajduję obrazy, które chcę zatrzymać.

Pracuję zarówno cyfrowo, jak i analogowo. Moim ulubionym aparatem jest średnioformatowy Flexaret VII Automat, produkowany w dawnej Czechosłowacji. Lubuję się też w starych manualnych obiektywach, które przez adapter podłączam do aparatu cyfrowego, szukając ujmującego bokeh.

Fotografia jest moją pasją — i jednocześnie „pożeraczem” czasu oraz pieniędzy. Wszystko zaczęło się niewinnie, od prostego aparatu typu „małpka”, który dostałam na komunię.

Jestem absolwentką Wrocławskiej Szkoły Fotografii PHO-BOS (2011). Od 2018 roku należę do Dolnośląskiego Stowarzyszenia Artystów Fotografików i Twórców Audiowizualnych (DSAFiTA), w 2022 roku dołączyłam do Klubu Fotografii KONTRAST w Obornikach Śląskich, a w 2024 roku do Klubu Fotografii MIGAWKA działającego przy CAL na Przedmieściu Oławskim we Wrocławiu.

Brałam udział w wystawach zbiorowych, m.in.: absolwentów PHO-BOS w Galerii FOTO-GEN (Wrocław, 2011), „Italiani a Wrocław” w Galerii Ulicznej „Szewska Pasja” (Wrocław, 2013), jubileuszowej wystawie 75-lecia DSAFiTA (Jelenia Góra – Cieplice, 2022), wernisażu wystawy „KONTRAST-y” w Małej Galerii Fotografii w Obornickim Ośrodku Kultury (Oborniki Śląskie, 2023), wystawie zbiorowej oraz prezentacji ZIN’a grupy fotograficznej Migawka „:MIGAWKA / Trójkąt” (Wrocław, 2023), a także podczas 4. urodzin CAL na Przedmieściu Oławskim „Portret Przedmieścia” (Wrocław, 2024). Swoje prace prezentowałam również w „Galerii Przy Schodach” w Obornickim Ośrodku Kultury (2022–2024).

Moje wystawy indywidualne to dwa cykle pt. „TAB – Wrocławski Trójkąt Bermudzki”, prezentowane w siedzibie DSAFiTA (Wrocław, 2020 i 2022). Moje prace były również kilkukrotnie prezentowane w gablocie „Oko na fotografię” przy Obornickim Ośrodku Kultury (2022–2024).