Wernisaż wystawy fotografii “Pięć lat organizacji światowego konkursu – Wiary i wierni tego świata”

Serdecznie zapraszamy na wernisaż wystawy fotografii “Pięć lat organizacji światowego konkursu – Wiary i wierni tego świata”, wybrane prace fotograficzne.

30 lipca 2015 r., godz. 17:00
Wystawa potrwa do 22 sierpnia 2015 r. Wstęp wolny

Zobacz także Dom Polski Wilno

Zapraszamy do odwiedzenia wystawy i spotkania się z organizatorami,którzy przyjadą z Polski na wernisażu w dniu 30 lipca 2015 r o godzinie 17,00. Wystawa zostanie otwarta w Galerii Domu Kultury Polskiej, ulica Naugarduko 76, Wilno – Litwa

We invite you to visit the exhibition and meetings with the organizers, who will come from Polish at the opening on July 30, 2015 at 5 pm.
We also invite you to read the text of the photographic exhibition in Polish, English, German and French – language just click on the link.
The exhibition will be opened in the Gallery of Polish Culture House, Naugarduko Str. 76, Vilnius – Lithuania

Tekst1 Tekst2 Tekst3
tekst wiary i wierni po angielsku str.1
tekst do wiary i wierni po angielsku str.2

Edward Hartwig – “Zamglenia i kolory” wystawa fotografii w zamku Książ

O Hartwigu słyszeli na pewno wszyscy, którzy traktują fotografię poważnie. To jeden z najbardziej znanych polskich fotografików. Syn znanego portrecisty, wystawiał od wczesnych lat trzydziestych XIX wieku. Był jednym z pierwszych, którzy wyłamali się z tradycji bułhakowskiej, wyzwalając fotografię od idei Bułhaka “służebności” fotografii. Hartwig był artystą niezwykle wszechstronnym, uprawiał wiele typów fotografii, pejzaż, fotografię figuralną, reportażową… Wielokrotnie nagradzany, autor licznych wystaw i publikacji.

Wystawa “Zamglenia i kolory” obrazuje szeroki wachlarz twórczości fotografika. Znajdziemy tam piękne, czarno-białe, a jednak impresjonistyczne pejzaże a także abstrakcyjne, kolorowe fotogramy z późnego okresu twórczości.

FOTOGRAFIA ZDZISŁAWA RYNKIEWICZA

Joanna Motylska-Komsta

ODKRYWAMY INTRYGUJĄCE HISTORIE W FOTOGRAFII ZDZISŁAWA RYNKIEWICZA

Każde oglądane zdjęcie skrywa swoją intrygującą historię. Autor zaskakuje techniką fotografowania. Stale wzbudza zainteresowanie tematem i kompozycją. Rozmowa z nestorem Polskiej fotografii Zdzisławem Rynkiewiczem.

JMK:
Pana droga do samorealizacji twórczej była kręta i wyboista. Zanim całkowicie poświecił Pan własne „ego” fotografii, wcześniej – między innymi – podjął Pan pracę reportera filmowego jako korespondent Dziennika Telewizyjnego TVP na województwo białostockie. Dlaczego nie kontynuował Pan kariery reportera telewizyjnego?
ZR:
To nie ja, ani moi pracodawcy z Telewizji Polskiej, zrezygnowali ze współpracy ze mną. To była decyzja polityczna podjęta przez pierwszego sekretarza komitetu wojewódzkiego PZPR w Białymstoku. Za „krytykanctwo”. Takimi epitetami w żargonie aparatczyków partyjnych piętnowano dziennikarzy, którzy mieli odwagę realizować krytyczne reportaże o nieudolnych rządach lokalnych kacyków.
Rzeczywiście, bardzo przeżyłem wymuszoną zmianę statusu reportera TVP, wyposażonego w służbową kamerę filmową Bell-Howell oraz legitymację dziennikarską, na status człowieka bezrobotnego, wyposażonego w prywatny aparat fotograficzny marki Praktica, jako jedyne narzędzie pracy zarobkowej oraz „wilczy bilet”. Szczególnie boleśnie odczułem gwałtowne odcięcie mnie od klimatu codziennych wydarzeń zasługujących na rejestrację kamerą filmową.
Klimatu, który lubiłem i który mnie mobilizował do twórczej pracy. Praca reportera telewizyjnego dawała ogromną satysfakcję bycia człowiekiem przydatnym społeczeństwu. Oczywiście przydatnym z dziennikarskiego punktu widzenia. Nie dbałem o opinię dot. mojej pracy reporterskiej ze strony partyjnych dygnitarzy. Tylko ocena telewidzów i przełożonych z TVP miały wpływ na dobór tematyki moich reportaży co nie oznacza, że zaniedbywałem filmową obsługę ważnych z punktu widzenia PZPR nasiadówek partyjnych. Mimo to, częstotliwość pokazywania na antenie TVP zasłużonych działaczy partii nie spełniała oczekiwań partyjnego aparatu władzy.
JMK:
Posiada Pan imponujący dorobek artystyczny – wyróżnienia i nagrody. Brał Pan udział w ponad 150 międzynarodowych i krajowych wystawach fotograficznych. Został Pan uhonorowany m.in.: Złotym Krzyżem Zasługi RP, Brązowym Medalem “Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Zapytam więc trochę przewrotnie: jak opisałby Pan swoje prace fotograficzne komuś, kto nigdy ich nie widział?
ZR:
Tylko nieliczni fotografowie potrafią barwnie wyrażać swe wizje twórcze zarówno aparatem fotograficznym jak i aparatem mowy. Ja do nich nie należę. Zdecydowanie wolę tworzyć fotografię niż mówić o fotografii. I w ten dostępny mi sposób, staram się manifestować mój emocjonalny stosunek do fotografii jako dzieła sztuki. Inne formy narracji wokół mojej twórczości fotograficznej pozostawiam krytykom.
JMK:
Jaka jest najważniejsza rzecz, którą chciałby Pan, aby inni ludzie wiedzieli o Panu?
ZR:
Najtrudniej jest mówić o sobie nie popadając w megalomanię. Tym bardziej, że nie odczuwam potrzeby bycia w kręgu zainteresowań osób trzecich. Chciałbym, aby w pamięci odbiorców mojej fotografii pozostały tworzone przeze mnie obrazy a nie ich autor. Kojarzenie twórcy z jego dziełem może, fałszować obiektywny odbiór treści obrazu. Dobra fotografia nie musi mieć „zacnego” ojca. Może być bezdomną sierotą, którą akceptują inni ludzie. To media są odpowiedzialne za informacje o twórcach i ich dziełach a własnością intelektualną i artystyczną tych dzieł niech zajmuje się polskie Prawo Autorskie.
JMK:
Prezentuje Pan na wystawie fotografie, które zostały wykonane w latach 1954-2014, co tworzy zbiór niezwykle barwnej kroniki czasów minionych. Co dla pana znaczy być dobrym fotografem w dzisiejszych czasach, gdy wszyscy robią zdjęcia?
ZR:
Niełatwo jest w dzisiejszych czasach zabłysnąć na rynku fotograficznym chwytliwym obrazem bo konkurencja jest olbrzymia. Powszechna dostępność urządzeń utrwalających obraz i dźwięk, umożliwia rejestrację każdego zdarzenia, w dowolnie wybranym zakątku świata. Jedynym problemem ograniczającym powstanie dobrej fotografii jest umiejętność wyboru ciekawego tematu i właściwej chwili – ułamka sekundy, do naciśnięcia spustu migawki aparatu fotograficznego. „Pstryknięcie” w odpowiednim momencie może spowodować lub nie, że nasze zdjęcie będzie tak zwanym „niusem”. Nie mniejszą rolę w tworzeniu hitów fotograficznych odgrywa dramaturgia zdarzenia. Współczesny świat, pełen przemocy i klęsk żywiołowych, dostarcza fotografom mnóstwo okazji do tworzenia szokujących zdjęć. W takich warunkach pojawiają się raz, po raz „mistrzowie jednej fotografii”. Przypadkowej fotografii.
JMK:
Skąd czerpie Pan inspiracje do sesji/zdjęć?
ZR:
Najważniejszą, niewyczerpaną kopalnią tematów mojej fotografii była i jest otaczająca nas rzeczywistość. Nawet szarość dnia codziennego, przefiltrowana przez bystre oko fotografa dokumentalisty pozostawia na kliszy aparatu fotograficznego – dziś na karcie pamięci – tajemniczy ślad, dający początek obrazowi fotograficznemu.
Rzadko kreuję fikcyjną rzeczywistość, chyba że wymaga tego szersza koncepcja twórcza. W latach 70 i 80- tych ub. wieku część wyselekcjonowanych obrazów fotograficznych czarno-białych, poddawałem wtórnym przetworzeniom w postaci: fotomontażu, grafiki czy selektywnej sepii chromianowej. Takie zabiegi były możliwe między innymi dzięki stosowanemu przeze mnie w powiększalniku światłu punktowemu zamiast tradycyjnej, „mlecznej” żarówki. Światło punktowe – zwane także liniowym – umożliwia wierne odwzorowanie na papierze fotograficznym struktury metalicznego ziarna srebrowego, zawartego w żelatynie negatywu czarno-białego. I na tym „drobiazgu”, wyróżniającym moje obrazy fotograficzne od tradycyjnej fotografii mi zależało.
JMK:
Na jakie największe trudności/wyzwania Pan natrafił podczas swojej pracy?
ZR:
Największym problemem z jakim musiałem zmierzyć się w swojej pracy jako fotografa rzemieślnika była realizacja zlecenia (1973) na rzecz Muzeum Przyrodniczego w Białowieży. Zleceniodawca, zażyczył sobie mieć na centralnym frontonie muzeum, wielkoformatowe zdjęcie przedstawiające stado żubrów, wykonane tradycyjną technologią na papierze fotograficznym. W roku 1973, w Polsce, nie wykonywano jeszcze fototapet metodą przemysłową. Zlecony format zdęcia (horyzontalny) był gigantyczny: 4,0 x 2,5 m. Zlecenie zrealizowałem lecz przez wiele następnych lat nie mogłem sobie wybaczyć podjętej, lekkomyślnie decyzji. To zlecenie niemal doprowadziło mnie do ruiny. Zdjęcie musiałem powtarzać dwukrotnie. Koszty zużytych materiałów fotograficznych oraz specjalnie wykonane na tę usługę kuwety winidurowe zniwelowały moje honorarium niemal do zera. A wszystko przez moją naiwną wiarę, że czerwone światło nie zaświetla papieru fotograficznego. Owszem, nie zaświetla ale w krótkim okresie czasu. Ja, z moją żoną Janiną, instalowaliśmy na specjalnej ramie rolki papieru fotograficznego przez około 30 minut. To wystarczyło aby wywołany papier był mocno „zadymiony”. Całonocna nasza praca poszła na marne.
JMK:
Największa ekstrawagancja, na która sobie Pan pozwolił?
ZR:
W latach 70-tych ub. wieku otrzymałem zlecenie od Personalnego Spółdzielni Inwalidów w Białymstoku. Zlecenie dotyczyło reportażu fotograficznego z zaślubin pary młodych w Urzędzie Stanu Cywilnego. Personalny prosił mnie, abym „umiejętnie” fotografował tę parę z uwagi na pewne dysproporcje figuralne nowożeńców. Pani młoda ważyła ok. 100 kg. a pan młody… 40 kg. W fotografii wszystko jest możliwe. Zamiast zwykle stosowanego w takich usługach obiektywu standardowego, do swojej Praktyki zainstalowałem obiektyw szerokokątny. Dzięki skrótom perspektywicznym, charakterystycznym dla obiektywów szerokokątnych, udało mi się wyrównać dysproporcje pary młodych. Nie udało się jednak poprawić ogólnego wizerunku nowożeńców. A wizerunek ten był raczej tragikomiczny.
Szczególnie biały welon na głowie 60-letniej pani młodej kontrastował z powagą chwili. Serię zdjęć ślubnych nowożeńcy odebrali z entuzjazmem: popatrz Józek jaka ja piękna…
Jedno z tych zdjęć – oczywiście za zgodą modeli – wysłałem w roku 1991 na międzynarodowy konkurs fotograficzny do Wielkiej Brytanii. Otrzymało główną nagrodę w kategorii: „Żart”.
JMK:
Największy Pana sekret w pracy fotografa?
ZR:
Oczywiście, że mam swoje – wypracowane przez lata – technologiczne ciekawostki warsztatowe, wzbogacające estetykę moich zdjęć. Nie są one znane innym fotografom tylko dlatego, że ich stosowanie w laboratorium fotografa nie da się opisać słownym tekstem. To trzeba praktycznie przećwiczyć w ciemni fotograficznej.
JMK:
Co najbardziej Pana zadziwiło w pracy fotografa?
ZR:
Każdy zlecony reportaż, każdy plener fotograficzny a zwłaszcza nieprzewidziane zdarzenie w otaczającej nas rzeczywistości, dostarczają wielu zaskakujących i zadziwiających sytuacji. One powodują, iż zawód fotografa nie jest monotonny.
JMK:
Co Pana najbardziej rozśmieszyło w pracy fotografa?
ZR:
W 1966 kręciłem dla potrzeb TVP „Wiec Przyjaźni”, w Brzostowicy na pograniczu polsko-białoruskim. Na wielkiej płycie przed trybuną honorową, na której sekretarze partii: Gomułka i Chruszczow w posągowych pozach słuchali hymnu Związku Radzieckiego, pojawił się… zając. Kucnąwszy na tylnych skokach, przez kilkanaście sekund wsłuchiwał się w doniosłe dźwięki hymnu ZSRR. Zebrani z trudem ukrywali na swych twarzach wesołość chwili. Speszony zając odkrywszy fakt, że znalazł się w nieodpowiednim towarzystwie, czmychnął w otaczające zarośla. Fragment filmu z zającem w tle, został wycięty mojego reportażu przed emisją w TVP.
JMK:
Co najbardziej Pana jako fotografa przeraziło?
ZR:
W 1965 roku tereny woj. białostockiego w dorzeczach Narwi, Bugu i Biebrzy zostały zalane wodą. Z TVP otrzymałem polecenie sfilmowania rozlewiska z lotu ptaka. Jako środek transportu powietrznego otrzymałem z Aeroklubu Białostockiego słynny, dwupłatowy „kukuruźnik”. Podczas przelotu nad terenami zalanymi wodą, nakręciłem 60 m. taśmy filmowej. W drodze powrotnej na lotnisko, młody pilot samolotu postanowił poddać mają psychikę niebezpiecznej próbie. powodując gwałtowne opadanie „kukuruźnika”. Jak się później przyznał i mnie przeprosił, było to „kontrolowane” opadanie. Ja, niestety, o tym nie wiedziałem i ten lot przeżyłem okropnie.
JMK:
Co najbardziej lubi Pan w pracy fotografa?
ZR:
Lubię fotografować i ten fakt spowodował, że zawód fotografa uprawiałem przez ponad 60 lat. A na emeryturze? Także często sięgam po aparat fotograficzny. Obcowania z aparatem fotograficznym nie tylko na tak zwanym „planie” sprawia mi dużą przyjemność.
JMK:
Gdyby mógł Pan cofnąć czas, to co by Pan zrobił inaczej?
ZR:
Szedłbym tą samą drogą. Prawdopodobnie unikałbym konfliktowych sytuacji na styku z władzą. Czasem trzeba coś stracić tu i teraz aby odzyskać w przyszłości. Oczywiście nie dotyczy to pryncypiów, którym zawsze będę wierny. Nie muszę się wstydzić tego, co zrobiłem w przeszłości. Przeciwnie, jestem dumny z moich dotychczasowych dokonań.
JMK:
Ma Pan, jak na młody wiek ciekawe portfolio i udokumentowany dorobek artystyczny. Jak rozpoczęła się Pana przygoda z fotografią?
ZR:
To długa historia, zakończona losowym wyborem (jako profesji) jednej z moich licznych pasji życiowych. Poza rodzinnymi zainteresowaniami muzyką (syn parafialnego organisty Kościoła Katolickiego), kilkuletnią pracą w bankowości, kierowaniem placówkami kultury i wreszcie sięgnięciem po wymarzony statusu reportera TVP.
Swoją zawodową karierę zakończyłem w roli fotografa rzemieślnika. Status artysty fotografika (czł. ZPAF) nie był moim zawodem choć wielu fotografików dzięki legitymacji ZPAF całkiem nieźle egzystowało w czasach PRL.
JMK:
Czy robi Pan sobie selfie?
ZR:
Nie. Każdego dnia (podczas golenia) mam okazję oglądania swojej fizjonomii w lustrze. To mi wystarcza.
JMK:
I na koniec, jakieś rady dla początkujących fotografów?
ZR:
Fotografować, fotografować i jeszcze raz fotografować. Wiedza książkowa to tylko wstęp do fotografii. Tylko ciężka praca czyni czeladnika mistrzem…
JMK:
Dziękuję za wywiad i życzę dalszych sukcesów.


Wernisaż wystawy fotografii Pana Zdzisława Rynkiewicza odbył się 20.06.2015 r. w galerii Dolnośląskiego Stowarzyszenia Artystów Fotografików i Twórców Audiowizualnych ( DSAFITA) we Wrocławiu, ul. Włodkowica 31/4a.

NORBERT SMYK – Gimnastyka artystyczna

Prezentujemy kilka zdjęć współpracownika naszej redakcji,który od ponad dwudziestu lat zajmuje się fotografowaniem gimnastyki artystycznej. Tym razem zdjęcia wykonane są podczas  “15 Zawodów w Gimnastyce Artystycznej – Berlin 2015”, które odbyły się w dniach 30 / 31 maja.
Autor pisze także o wynikach tych zawodów publikujemy je dla miłośników tej dziedziny sportu.
15.Berlin Gymmasters Ryhtmic gymnastics 30./31. Mai 2015
The anniversary tournament with 24 individual gymnasts(as many as never before)
from 19 countries and 7 groups.
The medals in the all around and in the finals hoop/ball/clubs and ribbon,shared only
3 gymnasts with two exceptions: in the final with ball succeded Neta Rivkin from Israel
to fight for the 2nd place and in the clubs final we have two third places from the two
gymnasts from BLR Katsiaryna Halkina and Melitina Staniouta.
Results all around:hoop/ball/clubs and ribbon
1. Margarita Mamun       RUS         75,350
2. Melitina Staniouta      BLR         72,950
3. Aleksandra Soldatova RUS         72,400
4. Neta Rivkin                 ISR          71,350
5. Victoria Veinberg
   – Filanovski                    ISR          71,150
6. Salome Pazhava         GEO         70,900
7.Elizaveta Nazarenkova UZB         70,450
8. Marina Durunda           AZE         70,350
9. Veronika Poliakova      RUS         70,200
10.Jana  Berezko-
     Margrander                 GER         69,650
11.Kasiaryna Halkina       BLR          69,300
12.Serena Lu                   USA          68,350
13.Patricia Bezzoubenko CAN          68,100
14.Kseniya Moustafaeva  FRA          67,950
15.Carolina Rodriguez      ESP          67,900
16.Sara Staykova             BUL          67,550
17.Anna Sebkova              CZE         63,900
18.Aliya Assymova             KAZ          63,300

19. Angelica Kvieczynski    BRA          63,250
20.Karin Smirnov               GER          58,850
21.Karla Diaz                     MEX          58,600
22.Nourhal Khattab           EGY           52,800
23.Camila Giorgi                ARG           51,900
24.Charlotte Fifis               NED           51,850
Results from the groups 2hoops/6clubs
1. Russia                                              17,70
2.Belarus                                              17,50
3. Azerbajdzhan                                   17,30
and 5 ribbons
1. Belarus                                              17,85
2. Israel                                                 17,60
3. Germany                                            17,15
Grand Prix Finale:
three times-Margarita Mamun and one time Melitina Staniouta
hoop: 1. Margarita Mamun              RUS      18,80
          2. Aleksandra Soldatova        RUS     18,50
          3. Melitina Staniouta              BLR      18,35
ball:   1. Margarita Mamun                RUS     19,00
          2. Neta Rivkin                         ISR       18,20
          3. Melitina Staniouta               BLR      18,10
club: 1. Margarita Mamun                  RUS      19,05
         2.Aleksandra Soldatova           RUS       18,65
         3.Melitina Staniouta                 BLR        18,20
         3. Katsiaryna Halkina               BLR         18,20
ribbon: 1. Melitina Staniouta             BLR         18,60
             2. Aleksandra Sodatova       RUS         18,25
             3. Margarita Mamun             RUS         18,15
DSC_7555
 Melitina Staniouta           BLR
DSC_8110
Salome Pazhava               GEO
 DSC_8142
Margarita mamun           RUS
DSC_8220
Katsiaryna Halkina          BLR
DSC_8365
 Aleksandra Soldatova    RUS